dzieci_i_mlodziez_ametis

Dzieci i młodzież w cieniu pandemii

Od kilkunastu lat jestem związana zawodowo ze szkołą podstawową, gdzie pracuję jako pedagog. Z coraz większą troską obserwuję jak zmieniają się problemy moich uczniów,
którzy w cieniu kolejnej fali pandemii przeżywają swoje dzieciństwo i młodość –
podobno najpiękniejszy okres w swoim życiu.

Budowanie satysfakcjonujących relacji z rówieśnikami, dobra komunikacja z rodzicami, nauka, a raczej nadrabianie zaległości wynikających z edukacji zdalnej i przeładowanej wiedzą encyklopedyczną podstawy programowej, to dziś prawdziwe wyzwania.

Specjaliści trąbią na alarm, że ceną za realizację tych wyzwań są coraz powszechniejsze problemy psychiczne. Lęki, trudności ze snem, wahania nastrojów, depresje, osamotnienie, przemęczenie i brak motywacji do nauki, to tylko niektóre z długiej listy zaburzeń i chorób pojawiających się w opisach kondycji psychicznej współczesnych uczniów.

Do tego dochodzą brak wsparcia w rodzinie, agresja i przemoc w sieci i środowisku szkolnym. Coraz częściej stykam się z tym, że młodzi ludzie mają trudność z określeniem swoich planów, marzeń,  zainteresowań, a nawet orientacji seksualnej… Modne stają się używki, diety i samookaleczenia.

Jak w tych warunkach szukać drogi do swojej dojrzałości, kiedy wokoło panuje chaos informacyjny, ciągły pośpiech i powszechny brak autorytetów?

Świadomi zagrożeń rodzice próbują dotrzymać kroku swoim dzieciom i towarzyszyć im w tej drodze albo szukają wsparcia u profesjonalistów takich jak psychologowie i psychoterapeuci. Na szczęście mit o chodzeniu do pedagoga czy psychologa za karę przechodzi do historii, a wzrasta wiedza i mądrość społeczna w tej materii. Zauważenie i nazwanie problemu zwiększa szanse na pozytywne rozwiązanie. Dodatkowo korzystanie z możliwości, jakie współczesna technika daje specjalistom w  zakresie pomagania online, poszerza znacząco dostępność do wsparcia w mniejszych miejscowościach, gdzie ilość etatów specjalistów w szkołach oraz liczba prywatnych gabinetów ciągle jest niewystarczająca.


Autorka: Małgorzata Wargocka

Odwyk

Odwyk

Odwyk narkotykowy, odwyk alkoholowy – co to jest? Jak to wygląda?

Kiedy zdasz sobie sprawę, że używanie przez Ciebie jakiejkolwiek substancji (lub czynności) przeszło już niestety do formy „nadużywanie”, zaczynasz nieśmiało rozważać tzw. odwyk. Początkowo starasz się samodzielnie powrócić do „picia kontrolowanego” czy brać okazjonalnie. Niestety, najczęściej jednak to Ci się nie udaje. Wtedy w głowie pojawia się (początkowo obrzydliwa) myśl „odwyk…”. Co to jednak dokładnie znaczy? Jak wygląda terapia odwykowa? Czego możesz się spodziewać?

Jeśli zdajesz sobie sprawę, że sytuacja tak bardzo wymknęła Ci się spod kontroli, że potrzebujesz oderwać się od środowiska, w którym właśnie toniesz, możesz skorzystać z opcji „stacjonarne leczenie odwykowe”. Zgłaszasz się wówczas do Oddziału Leczenia Uzależnień w szpitalu (w ramach umowy z NFZ) czy też prywatnego ośrodka leczenia uzależnień i tam rozpoczynasz leczenie. Zwykle trwa ono od kilku tygodni do kilku m-cy. Bywają też takie formy leczenia, które sięgają lat.

Możesz także podjąć decyzję o terapii w ramach oddziału dziennego. Zajęcia odbywają się wówczas codziennie (od poniedziałku do piątku lub soboty, w zależności od ośrodka) od godzin porannych do popołudniowych. Po nich zaś uczestnicy wracają do swoich domów.

Najczęściej jednak osoby uzależnione preferują ambulatoryjną formę leczenia. Oznacza to, że umawiają się ze specjalistą psychoterapii uzależnień na konkretną ilość sesji terapeutycznych tygodniowo (najczęściej 1-2 spotkania na tydzień). Dodatkowo uczestniczą też w grupie dla osób uzależnionych. Spotkania indywidualne trwają zazwyczaj 50 minut, w trakcie których nawiązuje się relacja terapeutyczna między pacjentem a terapeutą – czyli kluczowy czynnik leczący w terapii. Terapeuta/-ka przekazuje nam również konkretną wiedzę na temat uzależnienia: jakich zaleceń należy przestrzegać, by łatwiej było nam nie pić/nie brać; jak dbać o siebie i relacje z innymi; co stanowi nasze indywidualne sytuacje zagrażające; czym są i jak działają mechanizmy uzależnienia; jak radzić sobie z nawrotami. Wiedza ta jest na bieżąco przekładana na indywidualne doświadczenia pacjenta, poddawana jego krytycznemu osądowi i (w optymalnej sytuacji) przez niego internalizowana.

Ile trwa terapia uzależnień? 

Nie ma na to pytanie jednoznacznej odpowiedzi. Wychodzenie z uzależnienia wymaga czasu – niekiedy długiego. Długość leczenia odwykowego zawsze jest przy tym zależna od sytuacji psychicznej i potrzeb pacjenta.

Czy odwyk działa? 

Leczenie podjęte z zaangażowaniem zazwyczaj tak. Często potrzebna jest praca terapeutyczna nad motywacją do leczenia – również to dzieje się w gabinecie. Niektórym wystarcza jedno podejście i idą dalej w trzeźwe, normalne życie. Inni potrzebują wsparcia w kolejnych próbach. Czy warto próbować? Życie w czynnym nałogu wiąże się z chwilami ulgi i przewlekłym, masywnym cierpieniem. Myślę, że osoby, które zetknęły się z tym problemem nie mają wątpliwości jak odpowiedzieć na to pytanie.

Nasi specjaliści psychoterapii uzależnień.


Anna Malesa

freedom-g5f6596812_1920

Młodzi – kiedy sięgać po pomoc

Młodzież w wieku dorastania mierzy się ze znacznymi zmianami w swoim życiu, które obejmują zarówno aspekty fizyczne, jak i psychiczne. W okresie rozwojowym młode osoby tworzą swoją tożsamość, separują się od osób, które do tej pory były dla nich autorytetem, a w zamian tworzą siebie jako indywiduum oraz angażują się w relacje społeczne, w których z reguły największą rolę pełnią rówieśnicy. To właśnie rówieśnicy w perspektywie młodego człowieka są podobni w swoich zachowaniach, jak i odczuwanych emocjach. To oni akceptują, dają uwagę oraz tworzą względne poczucie bezpieczeństwa. To właśnie w tym czasie młodzież zaczyna doświadczać siebie z perspektywy zewnętrznej, stąd pojawia się tak ważne dla nich pytanie: Jak postrzegają mnie inni? To właśnie takie pytania, jak i zmiany, które zachodzą w wyglądzie zewnętrznym, co nierozerwalnie związane jest z okresem dojrzewania, powodują zachwianie poczucia własnej wartości, a co za tym idzie trudności w odnalezieniu się w nowej rzeczywistości. Młodzież traci wówczas pewną stabilność, co może budzić szereg nieprzyjemnych emocji tj. złość, lęk, smutek. W tym czasie wzrasta intensywność reakcji emocjonalnych, a równie często można zauważyć, że niektóre reakcje są nieadekwatne do danej sytuacji. Łatwo można to wytłumaczyć odnosząc się do rozwoju neurobiologicznego, jednak to nieumiejętność kontrolowania swoich emocji, np. złości, jak i swoich zachowań, często zachowań agresywnych, powoduje trudność w rozumieniu siebie, a także bezradność zarówno u młodego człowieka, jak i jego rodziców czy opiekunów. Czy coś z tego, co właśnie czytasz brzmi znajomo? Czy odnajdujesz podobne zachowania u siebie, swojego dziecka, rodzeństwa czy innej młodej osoby, która jest dla Ciebie ważna?

Coraz częściej młodzież zaczyna reagować na swoją bezradność, brak uwagi i akceptacji ze strony otoczenia czy nieprzyjemne emocje za pomocą działań destrukcyjnych. „Wszyscy mnie denerwują, to Wasza wina”. „Jeśli nic nie jest w stanie dać mi szczęścia to może odczuję ulgę poprzez zażycie narkotyków, alkoholu, leków?” Coraz częściej słyszymy takie komentarze z ust młodego człowieka. To właśnie używając alkoholu, narkotyków czy innych substancji psychoaktywnych młodzież stara się zmierzyć z otaczającą ją rzeczywistością, a co za tym idzie z trudnościami, które spotyka na swojej drodze. Uzależnieniu młodego człowieka mogą towarzyszyć zaburzenia psychiczne, trudności emocjonalne lub nieprawidłowe zachowania.

Przyjdź na pierwsze konsultacje, które opierają się na rozmowie i rozeznaniu przez terapeutę bieżących trudności oraz towarzyszących temu objawów. Po kilku spotkaniach konsultacyjnych wspólnie ustalimy cel terapeutyczny oraz ustalimy kontrakt, czyli zasady organizacyjne naszych spotkań. W trakcie konsultacji ważna jest relacja terapeutyczna między młodą osobą, która zgłasza się po pomoc, a terapeutą. To właśnie ta relacja dająca poczucie zaufania i bezpieczeństwa pozwala zmierzyć się ze swoimi trudnościami, a także co jest równie ważne, a może i najważniejsze, pozwala poznać siebie.

Jeśli jesteś chętny/chętna lub widzisz potrzebę, aby Twoje dziecko skorzystało z naszej pomocy oferujemy różne formy wsparcia.

  • terapia indywidualna i grupowa dotycząca problemów osobistych, rodzinnych oraz relacji z drugim człowiekiem;
  • warsztaty rozwijające kompetencje społeczne;
  • warsztaty rozwijające umiejętności radzenia sobie z nieprzyjemnymi emocjami.

Autorka: Olga Kostecka

swing-1365713_1920

W ZBYT DUŻYCH BUTACH

Małemu człowiekowi z samego faktu powołania go na świat należy się ze strony dorosłych opieka i poczucie bezpieczeństwa. Dziecko bez dorosłego nie przetrwa. Porzucone fizycznie i emocjonalnie, umiera. Jeśli jest nieco starsze i ma choćby nikłą pomoc ze strony innych dorosłych, udaje mu się przetrwać. Często zdarza się przy tym tak, że ten mały człowiek, postawiony w obliczu utraty rodzica i domu, pomaga przetrwać dorosłemu lub całej rodzinie. Przychodzą mi tu na myśl sytuacje, gdy najstarsza córka przejmuje na siebie obowiązki pijących rodziców i wychowuje młodsze rodzeństwo. Dzieje się to często w atmosferze ciągłych awantur, w biedzie (większość pieniędzy rodzice wydają na alkohol) i przeraźliwym poczuciu osamotnienia. Czasem to syn opiekuje się niepełnosprawną, samotną matką i musi podejmować decyzje, z którymi nie poradziłby sobie i dorosły. Przypominam sobie także nieoczywiste przyczyny dysfunkcji, która dotyka rodzinę: pamiętam więc dziewczynę, która latami musiała żyć w cieniu swojego tragicznie zmarłego brata – by zadośćuczynić straty rodzicom zamieszkała w jego pokoju, nosiła jego ubrania, żyła jego niedokończonym życiem.  Częściej dysfunkcja rodziny jest jednak bardziej prozaiczna: rozwód rodziców i dwoje dorosłych tak zapamiętałych we wzajemnej nienawiści, że całkowicie tracą z oczu swoje dzieci lub traktują je jak sojuszników w ciągnącej się wojnie przeciwko sobie – jak instrumenty, które mają pomóc im zwyciężyć. Nie dostrzegają ich strachu. Nie widzą potrzeby bezpieczeństwa i czułej bliskości.

W tych rodzinnych dramatach dzieciaki żyją latami. Uczą się jak brać na siebie odpowiedzialność za drugiego, nieporadnego dorosłego. Jak sprawować nad nim kontrolę, choć obiektywnie rzecz biorąc, kontrolować zachowań np. człowieka w czynnej psychozie się nie da. To zmienia widzenie świata i przekonanie o roli, jaką w nim pełnimy. Przypomina mi się chociażby historia mojej koleżanki, która opowiadała mi z nutą dumy w głosie, że potrafi „wyciągnąć swoją mamę z ciągu [picia] w trzy dni”. Do dziś, gdy myślę o tym, że była zmuszona nabyć tę umiejętność już jako dziecko, robi mi się nieprawdopodobnie smutno…

Tysiące ludzi w Polsce chodzi „w zbyt dużych butach”. Cierpią z powodu wyuczonej nadodpowiedzialności – odpowiedzialności za życie drugiego, dorosłego człowieka. Ciągle w lęku, że On lub Ona coś sobie zrobi: ojciec upije się do nieprzytomności i udławi własnymi wymiocinami; matka nie weźmie codziennej porcji leków przepisanych przez psychiatrę. Lęk, wstyd, samotność. Biorą na siebie ciężary, które wgniatają ich w ziemię. I niosą je w kolejny rok, w kolejny związek. To nie przypadek, że córki alkoholików często wiążą się z pijącymi partnerami. Przy tak silnie „wgranych” schematach bycia w relacji z drugim człowiekiem trudno mówić tu o jakimkolwiek wyborze.

Męczy ich nadkontrola – potrzeba ciągłego kontrolowania świata dookoła. Kontrola, choćby pozorna, daje namiastkę poczucia bezpieczeństwa, wpływu na swoje chaotyczne, trudne życie. Osoby targane pragnieniem kontrolowania innych często nie wiedzą już, gdzie kończy się drugi człowiek, a zaczynają oni sami. Jako dorośli powielają ten sposób bycia w relacji z innymi, natrętnie sprawdzając ich, wypytując, próbując zlepić się z partnerem w całość. Lecz człowiek, który nie ma za sobą podobnych doświadczeń, nie będzie godził się na te próby gwałcenia jego indywidualności i prawa do samostanowienia. Dorosłe Dziecko z Rodziny Dysfunkcyjnej nie rozumie dlaczego kolejny związek kończy się tak samo. Zastanawia się co z nim samym jest nie tak?!

To dramatyczne i głęboko niesprawiedliwe, że dzieci, którym życie odebrało normalne dzieciństwo, również jako dorośli przeżywają tego dramatyczne skutki. Odczuwają to najczęściej w nieumiejętności tworzenia zdrowych relacji z innymi, ale także z samym sobą. Czują się „niewystarczająco dobre”, zmuszają się do udawadniania całemu światu, że doskonale sobie radzą, są silne, odpowiedzialne, kontrolują życie. Wieczorami zaś zwijają się w kłębek i nie mają siły wstać spod koca. Żyją dla innych, nauczeni jak zawsze pomijać swoje własne potrzeby, nie zauważać przeżywanych emocji.

Czasami jednak ktoś dostrzega jak im trudno, jak szarpią się z sobą i innymi. Czasami sami wpadają na odpowiednią stronę w Internecie. Czasami znikąd pojawia się ta iskierka. I wtedy rozpoczynają terapię… J

Przywołane przeze mnie powyżej przykłady pochodzą z moich prywatnych doświadczeń i relacji międzyludzkich, nie zaś z praktyki zawodowej. Opisując doświadczenia pacjentów czy klientów zawsze uprzednio pytam ich o zgodę, a po jej uzyskaniu anonimizuję historię tak, by główny bohater nie mógł zostać rozpoznany przez osoby, które go znają.

Autorka tekstu: Anna Malesa

achieve-1822503_1920

WŁAŚNIE TERAZ!

W ramach cyklu „Piszemy dla Was” postanowiłam podzielić się osobistym doświadczeniem związanym z pandemią.

Oczywiście, na jej początku, jak każdy więc i ja, zareagowałam lękiem przed nieznaną siłą, która paraliżuje świat i burzy jakiś znany porządek. Zanim ogłoszono ją w naszym kraju chorowałam, jak nigdy dotąd. Nie miałam testów, bo ich w Polsce wówczas nie robiono. Miałam jednak poczucie ogromnego zagrożenia i paraliżującego strachu o swoje zdrowie, a nawet o to, czy przeżyję tę chorobę. Chorowanie i rekonwalescencja trwały ponad dwa miesiące. Pierwszy raz w karierze zawodowej tyle czasu spędziłam bez pracy. Było to dziwne…

Na jesieni, podczas drugiej fali, głównie pracowałam zdalnie, w związku z czym nie chodziłam do pracy ( szpitala), do której  od 22 lat pokornie dreptałam. Właściwie, nie wyobrażałam sobie, że można nie dreptać 🙂 Czułam się tak mocno związana z miejscem, które współtworzyłam, że w ogóle nie brałam pod uwagę opcji, że mogłabym tam nie pracować. Mimo, że od długiego czasu przeżywałam duży, coraz większy dyskomfort pracy mierząc się z poczuciem niedocenienia mojej wiedzy, doświadczenia i umiejętności. To rzeczywistość, z którą boryka się wielu psychologów i psychoterapeutów w naszym kraju. Ale nie o tym teraz.

I oto zdarza się cud, „cud pandemiczny” – zostaje mi podarowany absolutnie szczególny czas możliwości dystansowania się do skostniałych, utartych schematów zawodowych. Czas refleksji. Czas… Odkrywam, że mogę żyć bez „mojego” szpitala. Zaskoczenie i  niedowierzanie! Przecież myślałam, że zastanie mnie tam emerytura. Że za późno na zmiany. Ale w środku krzyczy niesłyszany dotychczas głos : nie możesz tam wrócić! To będzie pogwałceniem twoich potrzeb! Już nie możesz udawać przed samą sobą, że się tam odnajdziesz! I przychodzi spokój i jasność. Już wiem, że nadszedł czas na radykalne zmiany. Ja, niejednokrotnie niepewna, a na pewno zachowawcza, mocno zastanawiająca się nad decyzjami życiowymi, ostrożna. Ja postanawiam zrezygnować z pracy w szpitalu i stworzyć swoje miejsce, według zasad i norm etycznych, bezpieczne i komfortowe dla pacjentów, ale także wypełnione szacunkiem i uznaniem dla ciężkiej i odpowiedzialnej pracy moich koleżanek i kolegów po fachu.

Dziś, w przededniu otwarcia tego miejsca wiem, że ta zmiana możliwa była dzięki pandemii i czasowi, który ona mi podarowała. Dzięki temu właśnie zdobyłam się na odwagę,  uwolniłam energię czającą się we mnie od jakiegoś czasu i w sposób szczególny usłyszałam słowa Irvina Yaloma skierowane do pacjentki : „ Właśnie teraz, Ginny, idziesz przez życie i nie możesz go odłożyć na później”.

Dlaczego o tym piszę? Bo wierzę, że w każdym z nas jest potrzeba zmian, czasem większa, czasem mniejsza, czasem zupełnie nieświadoma, a innym razem dość wyraźna, ale z pewnych powodów powstrzymywana. Wszystkim nam przypadła w udziale pandemia. I, rzecz jasna, trudno twierdzić, że  dobrze się stało. Ponieśliśmy i będziemy ponosić wiele negatywnych konsekwencji tego zjawiska. Ale może jednak, skoro już się to dzieje i nie możemy odwrócić tego faktu, poszukajmy w tym doświadczeniu informacji dla siebie, może wskazówek, a może ważnych pytań, których dotychczas nie mieliśmy odwagi zadać, a warto byłoby. Bo może znalezione odpowiedzi poprowadzą nas do nowej jakości życia.

Właśnie teraz, Ania!

Autorka : Anna Zwolińska

trekking-299000_1920

Z CZYM MIERZĄ SIĘ TRZEŹWIEJĄCY UZALEŻNIENI W PANDEMII?

Z czym się mierzą trzeźwiejący uzależnieni w pandemii?

Dziś, po ponad roku od początku pandemii, można powiedzieć, że zdrowiejący  uzależnieni już sobie radzą, ponieważ dostosowali swoje sposoby zaradcze do zmienionej sytuacji życiowej. Zmieniona była dla całego świata, nie dla wybranej grupy. Do kogo można było zwracać się o pomoc, kiedy każdy był w jakimś sensie potrzebującym i zagubionym w trudnej i nowej sytuacji? To była zupełnie wyjątkowa sytuacją, wypełniona chaosem, niepewnością i lękiem.

Gdy zaczynam zastanawiać się nad tym, stają mi przed oczami twarze moich pacjentów, z którymi pracowałam dość długo i którzy byli w kontakcie ze mną także w tamtym momencie.

Początek pandemii, odzywa się do mnie  Pacjent X, rozmawiamy przez telefon. Słyszę przerażenie w jego głosie, boi się o siebie, ale jeszcze bardziej o swoich bliskich, szczególnie o żonę, która ma kłopoty z płucami. Nikt nie zna mechanizmów nowej choroby, ludzie desperacko szukają odpowiedzi na pytanie, jak działa to, co nas wszystkich spotkało. Większość przeżywa lęk. X mówi o pogarszającym się z dnia na dzień nastroju. Stracił grunt pod nogami, czuje się niepewnie. To, co przez lata zostało przez niego zbudowane wali się – tak  to odczuwa. Patrząc realnie na jego sytuację można powiedzieć, że nie zdarzyło się nic więcej, niż pandemia… W jego świecie poza tym nic się nie zmieniło, i zmieniło się wszystko. Bo zmienił się nastrój, pojawiła się depresja, której efektem, zanim trafił do lekarza, była całkowita zmiana postrzegania świata, siebie, swojego wpływu na sytuację, poczucia sprawstwa. Brak poczucia bezpieczeństwa i beznadzieja. To sprawiło, że u X pojawiły się myśli rezygnacyjne, a potem samobójcze. Wszystko to stało się w ciągu kilku tygodni od ogłoszenia lockdownu. W wyniku naszej rozmowy X trafił do lekarza psychiatry, zaczął przyjmować leki, cały czas korzystał z Grupy Wsparcia, której formuła zmieniła się na zdalną, ale nie została przerwana. Jedno ze spotkań było poświęcone X: dostał zrozumienie, wsparcie, zobaczył, że nie jest odosobniony w swoich reakcjach, poczuł się bezpiecznie na miarę możliwości w tamtym czasie. Wystarczyło.

Analizując sytuację Pacjenta X należy podkreślić, że w jego historii nie uruchomiły się typowe, najbardziej oczywiste,  przejawy mechanizmów uzależnienia: nie zwątpił w swoje uzależnienie, nie zaprzeczał jemu, nie myślał o piciu i braniu jako o leku czy sposobie zaradczym, wiedział, że jeśli złamie abstynencję, to poniesie konsekwencje, których nie chce. Natomiast wystąpiły myśli typu: „ nie poradzę sobie, to mnie przerasta, nie ma nadziei, wszystko wymknęło się spod kontroli”, których intensywność i irracjonalność na pewno były wynikiem mechanizmów choroby. One z kolei wywołały opisywany wyżej stan emocjonalny.

Inna historia, Pacjenta Y. Kilka lat pracy nad sobą, stabilna abstynencja, wzorowy trzeźwiejący alkoholik. Zaangażowany we wspólnotę  AA, poukładane życie zawodowe, rodzinne, szczęśliwy człowiek wyposażony  w umiejętności dbania o siebie – w trudnych sytuacjach także. I zaczyna się pandemia. Zamykają mitingi, Y nie ma innej możliwości uzyskania wsparcia. Początkowo radzi sobie dobrze, ma kolegów ze wspólnoty, z którymi kontaktuje się systematycznie. Są dla siebie ratunkiem, ale przecież każdy jest w tej samej sytuacji, każdego dotyka pandemia. Nie ma wybrańców. U Y kłopoty zaczynają się w obszarze zawodowym. Pracuje w branży, która w związku z covidem też jest zamykana. Traci pracę. Nie wie na jak długo. Nie jest bez środków do życia, ale zaczyna brakować pieniędzy na pokrycie zobowiązań. Narasta stres, bo coraz więcej jest lęku o przyszłość. Y zaczyna się gubić, ma realne poczucie, że traci bezpieczny grunt pod nogami. Bo traci. To nie jest iluzja. Trwa to kilka miesięcy. Coraz większa rezygnacja, brak pomysłu na rozwiązanie patowej sytuacji. W końcu przychodzi myśl: „ już mi wszystko jedno, nie mam siły dłużej walczyć”. Bo dla Y to była walka o przetrwanie… Podejmuje decyzję o złamaniu abstynencji, nie łudzi się, że będzie to kontrolowane i bezkarne, choć nie wie, jakie dokładnie będzie. Jeszcze nie wie, że kolejne trzy tygodnie, będą koszmarem, który będzie mu się śnił po nocach… A tak się staje. Jak wygląda to picie, to pewnie każdy, kto był w takiej sytuacji, wie. Najdelikatniej mówiąc, najczęściej jest gorsze niż ostatnie. Po kilku tygodniach Y prosi kolegów ze wspólnoty o pomoc, trafia na detoks. Stamtąd dzwoni do mnie, dość szybko ponownie trafia do Oddziału Leczenia Uzależnień, w którym był kilka lat temu. Tego pacjenta nie trzeba motywować do utrzymywania abstynencji. Miał wiele korzyści  z jej utrzymywania, nie wątpi, że warto do tego wrócić. Pracujemy nad zrozumieniem mechanizmów powrotu do picia, nad decyzjami podjętymi przez Y. Pojawia się pytanie: co zawiodło? Ostatecznie Y dochodzi do wniosku, że była to myśl, że może poradzić sobie sam (przejaw mechanizmu iluzji i zaprzeczania, dumy i kontroli). Taką myśl miał i był wobec niej bezkrytyczny. Potem pojawiły się emocje, z którymi coraz trudniej było mu radzić sobie samemu. Co było potem, już wiecie. Ale, na szczęście, to nie koniec historii. Koniec jest taki: Y wraca na stare tory, wyposażony w nowe, bezcenne doświadczenie. I w pokorę.

Co wynika z tej opowieści? Przesłanie dla was, czytających. Sytuacja kryzysu przewlekłego najczęściej trafia w czułe punkty: to, co wcześniej było niewystarczające, teraz znowu może zawieść.

Dwie różne historie, obydwie z dobrym zakończeniem, choć okraszone bólem i cierpieniem. Chcę podkreślić wartość i właściwe zrozumienie „dobrego zakończenia”. Ono ma miejsce wtedy, kiedy ktoś prosi o pomoc i z niej korzysta, bez względu na przebieg sytuacji i koszty poniesione w międzyczasie. U opisanych panów uruchomiły się w pewnym stopniu mechanizmy uzależnienia. To normalna reakcja. Czy byli na to przygotowani? Na pewno wiedzieli, że to są sytuacje niebezpieczne, w których trzeba szczególnie uważać. Niejedną mieli za sobą, ale raczej nieporównywalną, bo skala problemu i jego nieprzewidywalność były i nadal są wyjątkowe. To właśnie  uczyniło to konkretne doświadczenie szczególnym. Przeszli przez nie, mądrzejsi i bogatsi w umiejętności. Nadal trzeźwi.

Potwierdziła się tym samym pewna stara prawda: miarą jakości trzeźwienia jest to jak sobie radzisz z problemami.

Autorka : Anna Zwolińska

Historie wykorzystane w tekście są przytoczone za zgodą pacjentów X i Y, jak powiedzieli : „ ku przestrodze!”.

mountain-lake-931726_1920

PROGRAM NA 24 GODZINY, czyli „Oaza Spokoju”

PROGRAM NA 24 GODZINY

Czyli „Oaza Spokoju”.

Wiele osób po kolejnym ciągu picia przysięga sobie (i swoim bliskim), że nie sięgną po alkohol do końca życia. „Już nigdy więcej”, „Przysięgam, że już nigdy się nie napiję” – obiecują sobie i często udaje im się utrzymać abstynencję przez jakiś czas. Później jednak, gdy „opadnie kurz bitewny” przychodzą im do głowy myśli: „Ale jak to: mam nie pić do końca życia?!”, „Już NIGDY nawet kropelki?!”. Cokolwiek w swoim życiu planujemy, cezura czasowa o nazwie „do końca życia” nie nastraja nas optymistycznie. „Do końca życia” to naprawdę bardzo długo (na marginesie: taką mamy nadzieję). Zwrot „już nigdy” wzbudza w nas głównie poczucie ogromnej straty i żalu po niej. Wydaje się to nie do przejścia, decydujemy więc: „od jutra”, „od poniedziałku”, „w przyszłym miesiącu zacznę…”. Efekty takiego działania są takie jak zwykle: powrót do starych, wyniszczających nas zachowań.

Dlatego razem z cenioną przez nas wspólnotą Anonimowych Alkoholików proponujemy Ci: skoncentruj się na najbliższych 24 godzinach. „One day at a time” – to program jednego dnia (dosł. jeden dzień naraz). Nie myśl o tym, co będzie za tydzień, miesiąc, rok – tę przyszłość budujesz teraz, przez najbliższe 24 godziny swojego niepicia. Jutro znowu podejmiesz decyzję „dzisiaj nie piję”. Bo to właśnie nad tym „dzisiaj” masz jedyną, pewną władzę.

Odnosi się on do zmian w naszym podejściu do świata i samych siebie, które wymagają od nas wysiłku i zaangażowania, lecz przynoszą ze sobą spokój i zadowolenie.

PROGRAM NA 24 GODZINY

  • Właśnie dzisiaj chcę spróbować przeżyć ten dzień dobrze i nie od razu załatwić w nim problemy całego mojego życia. Spróbuję przeżyć go tak, jak nie miałbym jeszcze odwagi żyć przez resztę mojego życia.
  • Właśnie dzisiaj chcę być szczęśliwi. Zakładam, że prawdą jest „najczęściej ludzie są na tyle szczęśliwi na ile postanowią nimi być”.
  • Właśnie dzisiaj chcę dostosować się do tego co jest, a nie próbować dostosowywać wszystko do moich własnych życzeń. Chcę sprostać mojemu losowi jakikolwiek on będzie.
  • Właśnie dzisiaj chcę ćwiczyć mój umysł. Chcę poznawać rzeczy godne poznawania. Chcę nauczyć się czegoś użytecznego. Chcę czytać coś wymagającego wysiłku, myślenia, skupienia.
  • Właśnie dzisiaj chcę ćwiczyć moją wolę na trzy sposoby:
  1. zrobię coś dobrego i nie wypomnę tego ani nie pochwalę się tym
  2. dokonam co najmniej dwóch rzeczy, na które zwykle nie mam ochoty, będąc przy tym dobrym dla siebie
  • Właśnie dzisiaj chcę mieć plan postępowania; mogę nie trzymać się go ściśle, lecz spróbuję uchronić się od pochopności i niezdecydowania.
  • Właśnie dzisiaj znajdę spokojną chwilę dla siebie i spróbuję się odprężyć. Spojrzę wtedy na moje życie z lepszej perspektywy.
  • Właśnie dzisiaj chcę pozbyć się obaw i cieszyć się tym co piękne. Ufam, że dając
    z siebie dużo światu, dużo przez to zyskuje.
  • Właśnie dzisiaj chcę być zgodny z otoczeniem. Chcę dobrze wyglądać być odpowiednio ubrany, mówić spokojnym tonem, być uprzejmym, nie krytykować niczego, nie wyszukiwać „dziury w całym” i nie zmieniać nikogo z wyjątkiem samego siebie.

Autor opracowania:

Anna Malesa, Ośrodek „Ametis”

rails-5146452_1920

ZALECENIE DLA ZDROWIEJĄCYCH OSÓB UZALEŻNIONYCH OD ALKOHOLU

Zalecenia dla zdrowiejących osób uzależnionych od alkoholu

– czyli ucz się na błędach innych ludzi.

Zalecenia, które za chwilę poznasz zostały stworzone przez inne osoby uzależnione od alkoholu na bazie ich własnych doświadczeń – również ich potknięć, pomyłek i powrotów do picia. Słowem: ktoś to już przed Tobą przechodził, więc Ty nie musisz sprawdzać na własnej skórze co pomaga w trzeźwieniu, a co je utrudnia – ale oczywiście możesz. Tylko Ty jesteś autorem swojego trzeźwienia. Jeśli zaś któreś z zaleceń wydaje Ci się dziwne lub niezrozumiałe, omów to ze swoją terapeutką/-tą w naszym ośrodku.

  1. Pozbądź się z domu alkoholu.

W swoim domu masz prawo czuć się bezpiecznie. Nie będzie tak, jeśli będzie znajdował się w nim alkohol. Koncentracja myśli wokół alkoholu sprawia często, że natrętnie krążą one wokół np. butelki wódki stojącej w lodówce. Bądź dla siebie dobry/-a i pozbądź się alkoholu, który stoi jeszcze w Twoim domu i przedmiotów, które Ci się z nim kojarzą (butelki, kieliszki, kufle). Uprzedź znajomych i rodzinę, by nie przynosili do Twojego domu alkoholu i nie obdarowywali Cię nim, nawet, jeśli są to np. domowe nalewki zrobione przez ukochaną babcię.

  1. Alkohol w artykułach spożywczych, lekach, kosmetykach i innych.

Zwracaj uwagę na różne produkty, które mogą zawierać alkohol: słodycze, leki, kosmetyki, płyny do spryskiwaczy. Posmak alkoholu i jego zapach może wzbudzić w Tobie głód alkoholowy, który znacznie obniży Twoje samopoczucie. Czytaj etykiety produktów spożywczych (alkohol może znajdować się np. w nadzieniach czekolad czy popularnych rogalików). Dostępnych jest wiele zamienników produktów zawierających alkohol.

  1. Nie pij bezalkoholowego/niskoalkoholowego piwa, wina czy szampana.

Nawet jeśli dany napój nie zawiera alkoholu, podtrzymujesz w ten sposób rytuał związany z piciem, co nie sprzyja Twojemu zdrowieniu i dobremu samopoczuciu. Wiele zapić rozpoczęło się od piwa bezalkoholowego.

  1. Unikaj miejsc i ludzi, z którymi piłeś.

Nie chodź w miejsca, które jednoznacznie kojarzą Ci się z piciem – mogą wywoływać w Tobie wspomnienia przyjemnych chwil z alkoholem i chęć powrotu do picia. Unikaj kontaktu z ludźmi, z którymi piłeś – Twoje trzeźwienie może stanowić dla nich utratę dotychczasowego „alibi” ich picia („przecież wszyscy piją”). Mogą więc wciągać Cię z powrotem w dotychczasowe pijane życie. Jeśli nie wiesz w jaki sposób rozstać się z takimi znajomymi, kilkukrotna stanowcza i konsekwentna odmowa napicia się sprawi, że staniesz się dla nich mało atrakcyjny towarzysko.

  1. Zaplanuj z góry.

Planuj każdy swój dzień, by nie był on zbyt przeciążony obowiązkami, lecz także by nie zawierał przeciągających się okresów nudy. Planuj zakupy, by nie dać się ponieść impulsowi.

Pamiętaj o równowadze – pomocny Ci w tym będzie program HALT: pamiętaj, by nie być zbyt Hungry – głodny, Angry – rozzłoszczony, Lonely – samotny i Tirde – zmęczony. Dokładne wyjaśnienie programu znajdziesz w kolejnym moim felietonie. Noś przy sobie wodę, by na bieżąco zaspokajać pragnienie i niewielką przekąskę, która zaspokoi pierwszy głód – często dyskomfort płynący z tych naturalnych potrzeb może zamienić się w głód alkoholowy. Otaczaj się życzliwymi Ci ludźmi i zachowuj równowagę między życiem zawodowym, a wypoczynkiem i relaksem. Trzeźwiejący alkoholicy często starają się jak najszybciej nadrobić wszystko, co stracili w wyniku picia, uważaj więc na nadmierne obciążanie się pracą.

  1. W swoim życiu na pierwszym miejscu postaw trzeźwość. Bez niej nie uda Cię stworzyć szczęśliwej rodziny, utrzymać satysfakcjonującej Cię pracy i wieść życia, które będzie dla Ciebie szczęśliwe.

Autor opracowania:

Anna Malesa, Ośrodek „Ametis”

ICD-10

OSIOWE OBJAWY UZALEŻNIENIA

OSIOWE OBJAWY UZALEŻNIENIA

Wiele osób ma trudności z określeniem czy sposób, w jaki korzystają z jest jeszcze w granicach normy. Rozważają czy przekroczyli już granicę, za którą kryje się uzależnienie. Szukają w Internecie testów, które pomogą odpowiedzieć na pytanie „Czy jestem uzależniony?”. Na to pytanie najlepiej odpowiadają osiowe objawy uzależnienia (wg ICD-10 czyli „Międzynarodowej Klasyfikacji Chorób i Problemów Zdrowotnych” stworzonej przez WHO), które przedstawiam poniżej. Najlepiej przyjrzeć im się i rozważyć wraz z terapeutą leczenia uzależnień, który ma wiedzę i do świadczenie w diagnozowaniu uzależnienia.

Wystarczy, by w naszym życiu pojawiły się 3 z 6 w ciągu ostatniego roku picia, by można było mówić o uzależnieniu.

  1. Głód alkoholowy – silna, natrętna chęć napicia się alkoholu z tendencją do natychmiastowej realizacji. Nie zawsze jednak głód alkoholowy przejawia się wprost poprzez natrętne myśli o alkoholu. Często jego objawy są bardziej zawoalowane, np. poczucie stałego napięcia i rozdrażnienie nieadekwatne do sytuacji; poczucie braku czegoś trudnego do określenia; sny alkoholowe z częstym przekonaniem, że „mnie nie ciągnie”. Głód pojawia się także w reakcji na konkretny bodziec (zewnętrzny lub przeżywane stany wewnętrzne). Mija z czasem, a Ty masz wpływ na jego siłę: konkretnymi, prostymi sposobami możesz sprawić, że będzie słabszy i krótkotrwały.
  1. Alkoholowy Zespół Abstynencyjny (AZA): pojawia się po zaprzestaniu lub znacznym ograniczeniu picia. Jego objawy to m.in.: zaburzenia termoregulacji (zlewne poty lub zimne dreszcze niezależnie od temperatury), drżenia ciała, biegunki, wymioty, światłowstręt, dźwiękowstręt, lęki (w tym tzw. komunikacyjne – np. strach przed przejściem przez ulicę). Alkoholowy Zespół Abstynencyjny może być także powikłany drgawkami („padaczka alkoholowa”) lub majaczeniami (delirium tremens) – powikłania te stanowią zagrożenie dla zdrowia i życia. Jeśli widzisz osobę, której dotknęły, wezwij pogotowie.
  1. Picie pomimo świadomości ponoszonych szkód. Ten objaw uzależnienia jest widoczny, kiedy m.in.: masz świadomość, że kolejne przyjście do pracy pod wpływem alkoholu spowoduje Twoje zwolnienie, a jednak po niego sięgasz; dzieci całkowicie się od Ciebie odwrócą, jeśli kolejny raz złamiesz abstynencję, a mimo to pijesz; lekarz całkowicie zabronił Ci sięgać po alkohol z powodu konkretnych problemów zdrowotnych, a Ty pijesz pomimo realnej groźby utraty zdrowia lub życia. Podsumowując: pijesz pomimo świadomości, jak wiele będzie Cię to kosztować.
  1. Upośledzenie kontroli picia. To bardzo „zdradliwy” objaw, który niekiedy daje Ci poczucie, że jesteś w stanie kontrolować swoje picie. Upośledzenie kontroli picia polega na tym, że zaczynając pić nie wiesz, jak długo to potrwa (choć zakładasz, że np. tylko jeden dzień), nie wiesz z kim, gdzie i w jakim stanie skończysz pić. W upośledzeniu kontroli najbardziej widocznymi jej elementami są ciągi picia, czy też tzw. urwane filmy, lecz także zachowania, których nigdy byśmy nie wykazywali na trzeźwo.

„Zdradliwość” tego objawu polega na tym, że niekiedy osobie upośledzonej udaje się wypić tyle, ile zamierzała, co utwierdza ją w przekonaniu, że ma kontrolę nad piciem. Taka sytuacja może powtórzyć się nawet kilka razy (np. wypicie dwóch piw i zatrzymanie się na tym). Jednak w dłuższej perspektywie czasowej (tygodni, miesięcy, lat) okazuje się, że znowu zaczynają się ciągi picia, niemożność zatrzymania picia po jednym kieliszku/butelce, urwane filmy i poczucie bezsilności i wstydu. Nie masz kontroli nad swoim piciem, jednak masz kontrolę nad swoją abstynencją.

  1. Koncentracja życia wokół alkoholu. Ten objaw wiąże się z zaniedbywaniem innych ważnych sfer życia na rzecz picia alkoholu, m.in. nie poświęcamy najbliższym tyle czasu, ile moglibyśmy nie pijąc; w pracy koncentrujemy się głównie na godzinach jej zakończenia lub nadchodzącym weekendzie; zaniedbujemy swoje zainteresowania i życiowe pasje; nie rozwijamy się duchowo, zawodowo i w innych obszarach naszego życia. Charakterystyczna jest tutaj koncentracja myśli i energii życiowej na zdobywaniu, ukrywaniu i piciu alkoholu.
  1. Potwierdzenie tolerancji na alkohol – czyli sposób adaptacji organizmu do sytuacji wystawiania go na działanie substancji trującej, jaką bez wątpienia dla żywych organizmów jest alkohol. Przy czym w toku nadużywania alkoholu tolerancja na niego zwykle początkowo rośnie (by osiągnąć ten sam zamierzony efekt przyjemnego stanu po alkoholu należy go wypić więcej, niż kiedyś), by z czasem zacząć się załamywać na skutek uszkodzeń wątroby i słabszego wydzielania enzymów, dzięki którym nasz organizm metabolizuje alkohol.

Autor opracowania:

Anna Malesa, Ośrodek „Ametis”

domino-665547_1920

NAWRÓT W CHOROBIE ALKOHOLOWEJ

NAWRÓT W CHOROBIE ALKOHOLOWEJ

Nawrót w chorobie alkoholowej jest krokiem wstecz. Kiedy wykonałeś już kawał pracy nad sobą, nauczyłeś się rozpoznawać i konstruktywnie radzić z głodem alkoholowym; dostrzegasz, nazywasz i korzystasz z emocji, które się w Tobie rodzą; znasz i stosujesz się do zaleceń dla trzeźwiejących alkoholików; czynnie dbasz o swoją trzeźwość w trakcie terapii i na mityngach Anonimowych Alkoholików i wiele, wiele innych… pojawia się nawrót. Zjawisko, którego obawia się większość uzależnionych osób.

O nawrocie nie może być mowy wówczas, gdy utrzymujesz abstynencję metodą zagryzania zębów i pięści. Jeśli nie pijesz już jakiś czas, ale nie podjąłeś żadnych kroków w celu trzeźwienia, Twój powrót do picia nie jest nawrotem. Jest po prostu kolejnym złamaniem abstynencji.

Nawrót jest integralną częścią choroby alkoholowej. Najgorszym sposobem radzenia sobie z uzależnieniem jest wypieranie tego faktu. Nawrót przyjdzie, chwilę potrwa i odejdzie. Najistotniejszą rzeczą, o której należy pamiętać jest fakt, że NAWRÓT NIE MUSI ZAKOŃCZYĆ SIĘ ZAPICIEM. Od Ciebie zaś zależy jak długo będzie trwać i jak silne będą emocje z nim związane. Jak już pewnie wiesz: nie masz kontroli nad swoim piciem, ale zdecydowanie masz kontrolę nad swoim trzeźwieniem.

Na kolejnych stronach znajdziesz sygnały ostrzegawcze zwiastujące nawrót choroby alkoholowej. By je dostrzec trzeba zacząć od samoobserwacji: zacząć kierować swoją uwagę na to co czujesz, co myślisz, czego potrzebujesz właśnie w tej konkretnej chwili. Dotąd wszelkie swoje potrzeby ogniskowałeś w jednej butelce, która jak soczewka zakłamywała obraz Twojego świata. Dzisiaj, bez alkoholu, poznajesz samego siebie na nowo. Przyglądaj się temu, co dzieje się z Twoim ciałem, emocjami, Twoim trybem życia i relacjami z ludźmi. Pytaj najbliższych, bo często oni, przyglądając się latami Twojemu piciu, widzą pierwsi jak „zaczyna Cię nosić”, „zbiera Ci się na picie”, „wódka za Tobą chodzi”.

W nawrocie uaktywniają się psychologiczne mechanizmy uzależnienia (Mechanizm Nałogowej Regulacji Uczuć; System Iluzji i Zaprzeczeń; Mechanizm Rozdwajania i Rozpraszania Granic Ja) – o nich możesz przeczytać w innej części tego podręcznika. Jeśli więc jakaś sytuacja wzbudza w Tobie silne emocje i chęć ich uśmierzenia za pomocą alkoholu, bądź pewien, że za chwilę uaktywni się „pijane myślenie” (SIiZ), które podpowie Ci, jak obwinić za to innych, zaś mechanizm związany z poczuciem tożsamości podrzuci Ci pomysł, że „w sumie to może nie jesteś alkoholikiem..?”. Mechanizmy uzależnienia działają jak zębatki w starych mechanizmach: jeśli rusza jedna, swoim działaniem uruchamia kolejne.

By poradzić sobie z nawrotem w chorobie alkoholowej korzystaj ze wsparcia innych ludzi. Powiedz o tym, co przeżywasz swojemu terapeucie, sponsorowi (opiekunowi) i znajomym z AA. Przyglądaj się sobie i bądź dla siebie w tym czasie łagodny – co nie oznacza pobłażania. Zwróć uwagę jakie Twoje potrzeby są aktualnie niezaspokojone: być może zbyt szybko próbowałeś nadrobić straty wynikające z picia i potrzebujesz większej ilości odpoczynku? A może konflikty z bliskimi sprawiają, że często przeżywasz złość, frustrację i poczucie osamotnienia? Do każdej sytuacji nawrotu należy podchodzić indywidualnie: przyjrzeć się zaniedbanym potrzebom i trudnościom, które leżą u jego potrzeb i podjąć odpowiednie dla nich działania. Ponieważ trzeźwienie, jak już pewnie wiesz, to przede wszystkim działanie.

Autor opracowania:

Anna Malesa, Ośrodek „Ametis”